Cyrulik sewilski w Gliwicach

Na pierwszej orkiestrowej próbie Cyrulika sewilskiego w Gliwickim Teatrze Muzycznym, po zagraniu kilku taktów jednej z arii, któryś z muzyków ze zdziwieniem i radością zakrzyknął: „Przecież ja to znam, to jest z Toma i Jerry’ego!” Tego typu skojarzenia, nawet u osób, o których można powiedzieć wszystko oprócz tego, że nie znają się na muzyce, nie są aż tak zaskakujące, jeżeli wziąć pod uwagę fakt, że Cyrulik sewilski Giocchina Rossiniego należy do najbardziej znanych i najczęściej wykonywanych oper na świecie. Napisany w 1816 r., pomimo kompletnej klapy na samej prapremierze, niemal natychmiast szturmem zdobył najpierw włoskie, potem światowe sceny operowe. W ich repertuarze utrzymuje się do dzisiaj – a samego Rossiniego wzniósł na szczyty sławy. Wiele w tym zasługi libretta Cesarego Sterbiniego, według błyskotliwej komedii Pierre’a Beaumarchais’go – pełnej werwy i humoru, której paryskie dzieje stały się jednym z najgłośniejszych skandali literackich we Francji – jednak przede wszystkim sławę i niesłabnącą popularność Cyrulik zawdzięcza samemu kompozytorowi, który przy tym dziele zabłysnął pełnią swego niezaprzeczalnego talentu. Jak pisze Józef Kański w Przewodniku operowym, w muzyce Rossiniego „trudno nawet wyszukać najlepsze fragmenty, gdyż każda strona partytury jest prawdziwym klejnotem kompozytorskiego mistrzostwa i muzycznego dowcipu.”

Gliwicki Cyrulik ma być dziełem nietypowym. Tomasz Biernacki, kierownik muzyczny przedstawienia, jego najbardziej generalne założenie określa jako próbę potraktowania tej opery również jako sztuki teatralnej. „Chodzi o to – opowiada – żeby oprzeć się na komizmie, starać się go mocno podkreślić. Chcemy jak najdalej uciec od operowej rutyny i sztampy – od tego, jak zazwyczaj robi się w operze spektakle.” Jak to ma wyglądać w praktyce? „Załóżmy, że mamy do czynienia z arią Figara – analizuje Biernacki. Jest ona dosyć trudna i męcząca, więc właściwie lepiej, żeby solista stał w miejscu, bo każdy ruch angażuje jego energię, bo niewygodnie się śpiewa, jeżeli człowiek siedzi itd. W operach bardzo często temu właśnie podporządkowuje się absolutnie wszystko. Stawia się człowieka na środku sceny i śpiewak, jeżeli nie jest potwornie zdolny aktorsko, nie potrafi zrobić niczego. I robi się z tego koncert w kostiumach. My chcielibyśmy, żeby Cyrulik, choć oczywiście na najwyższym muzycznym poziomie, był raczej sztuką teatralną – z wyraźnie zarysowanymi postaciami, charakterami, intrygą. To, żeby widzowie mogli słuchać muzyki z dziką przyjemnością, jest podstawą. Cała zabawa ma jednak również polegać na tym, żeby oni zaczęli śledzić intrygę, przeżywać ją, żeby śmiali się, kiedy Figaro planuje kolejną psotę, żeby płakali, gdy rozpacza Rozyna, żeby panie zakochały się w Almavivie, a wszyscy wściekli się na Bartola. Żeby zrobiła się z tego fajna i naprawdę straszliwie śmieszna historia.”

Połączenie zalet dzieła muzycznego ze spektaklem teatralnym ma w gliwickim Cyruliku zagwarantować starannie dobrany zespół solistów i realizatorów. Reżyserem przedstawienia jest Jacek Chmielnik – artysta teatralny i filmowy, najszerzej znany z ról w komediach Juliusza Machulskiego (VabankKingsajz), ale – o czym być może nie wszyscy jego wielbiciele wiedzą – również znakomity reżyser komediowy. To jego udział w realizacji Cyrulika ma podkreślić teatralne zalety tej opery. Kostiumy Doroty Morawetz i scenografia Jerzego Boducha nawiązują do konwencji włoskiego teatru operowego, dając jej specyficzną, autorską i niezwykle plastyczną wizję. O muzyczną stronę dzieła dba cytowany Tomasz Biernacki – kierownik muzyczny Gliwickiego Teatru Muzycznego. I wreszcie ci, których zobaczymy na deskach sceny – soliści. Z jednej strony, w Cyruliku w głównych rolach wystąpią młodzi artyści związani z GTM, tacy jak: Anita Maszczyk (Rozyna) czy Ireneusz Miczka (Figaro). Do współpracy zaproszono jednak również gwiazdy sceny muzycznej: w premierowym przedstawieniu Rozynę zaśpiewa Iwona Hossa, a Almavivę – Adam Zdunikowski! Udział tych znakomitych artystów gwarantuje najwyższy muzyczny poziom gliwickiego spektaklu – co przecież jest punktem wyjścia dla założonych przez jego realizatorów „teatralnych” udoskonaleń dzieła.

Cyrulik sewilski w Gliwicach
Oceń ten post