Rower vs. Krakowska Komunikacja Miejska

Kiedy jechałam ostatnio autobusem przez Kraków półtorej godziny z punktu A do punktu B, oddalonych od siebie jakieś pół godziny normalnej jazdy, zrozumiałam, że tak nie może być. Co prawda nigdy nie spędzam tego czasu bezprodukywnie, bo zawsze wykorzystuję ten czas na czytanie, ale mimo wszystko stanie w korku w napchanym do granic możliwości wehikule jest niemożliwe. Niemożliwe jest także trzymanie otwartej książki w takich warunkach, a co dopiero czytanie.

Wtedy w głowie otworzyła mi się jakaś klepka (niekoniecznie piąta) która odpowiada za rozsądek i logikę: Rower! Myśl jak flesz, olśnienie. I wcale nie chodziło mi o pojazd marki Rover, bo choć jestem leniwa i nie lubię uprawiać sportu, to bicyklet można użyć jako środek transportu w dojeżdżaniu do szkoły czy pracy, a wtedy nabyta przed kilku laty awersja do jakiejkolwiek formy kultury fizycznej nie będzie miała pola do popisu, zostanie uśpiona. Jak jest cel, to jest cel. Jak trzeba, to trzeba.

Rower vs. Krakowska Komunikacja Miejska
Oceń ten post