Tylko Bóg wybacza – warto!

Zacznę od tego, iż nie jestem miłośniczką jakichkolwiek filmów akcji, nie czerpię przyjemności z rozlewu krwi i innych tym podobnych. Ten obraz zobaczyłam z konieczności, gdyż nie grali w danym momencie ciekawszej propozycji.

Nie widziałam „Drive”, poprzedniego filmu Nicolasa Refna, współtworzonego z Ryanem Goslingiem, nie jestem fanką ani jednego, ani drugiego, więc mogę się trochę obiektywniej wypowiedzieć.

Film zaskakuje. Nie jest to typowy film akcji, w którym rzuca się inwektywami na lewo i prawo. Tutaj dominuje cisza, koncentracja. Urzekły mnie kadry, bardzo symetryczne, geometryczne, w pięknej kolorystyce. Oskar za zdjęcia, naprawdę.

Muzyka, której niemal nie słychać, delikatny śpiew jednego z głównych bohaterów, który po mordzie oddaje się takiej formie sztuki.

Postać matki występujących w filmie braci. Chłód, wyreżyserowane ruchy, bardzo sceniczne, teatralne – jak do nikogo innego, do niej to akurat pasuje.

Właściwie nie wiem, czy przydługawe sceny pokazujące maltretowanie były konieczne – skupiały, nie pozwalały o sobie zapomnieć, więc podejrzewam, że o to właśnie chodziło. Wzbudzeniu obrzydzenia, skrajnych emocji.

Wiedziałam o tym, że w Cannes wygwizdano ów obraz Refna. Nie potrafię pojąć, dlaczego. Kiedy spojrzeć na samą estetyczność filmu, to, co poza mało wyrafinowaną treścią – robi piorunujące wrażenie.

Tylko Bóg wybacza – warto!
Oceń ten post