Z MIŁOŚCI DO…

… jest filmem bardzo w swej istocie prostym i wzruszającym. Ciężko poruszać temat śmierci nie zahaczając przy tym o melodramatyzm. Reżyserowi (Paul Andrew Williams) udało się więcej, zdobył się na sięgnięcie nawet po humor, w tej smutnej opowieści. Piosenka dla Marion – bo tak brzmi tytuł tłumaczony z angielskiego, to historia już starszego małżeństwa: Marion i Arthura. Są swoimi przeciwieństwami, ona urodzona optymistka, we wszystkim widzi słońce, natomiast on- to życiowy pesymista. Ich losy poznajemy, gdy Marion już jest w głębokim stadium choroby nowotworowej.  Jednak, dzięki swojemu wesołemu nastawieniu, nie brakuje w niej życia. Dlatego bez przerwy uczestniczy w próbach chóru, czuje się bardzo dobrze wśród ludzi, którzy ją kochają i wspierają. Natomiast Arthur sprzeciwia się temu, poddając ten pomysł  ciągłej krytyce. Marion jednak zawsze może na niego liczyć, jest jej wsparciem, kochającym mężczyzną. Film obfituje w wiele prozaicznych sytuacji, których dotykają nas samych, naszych rodziców, znajomych. Film to antidotum na dzisiejsze szybkie życie, w którym czasami brakuje czasu na… proste gesty. To także film o trudnej relacji ojciec-syn, odkrywaniu siebie po stracie najbliższej osoby. Film bez zbędnych kombinacji, nie zaskakuje, nie jest kinem najwyższych lotów. Ale czy zawsze trzeba sięgać tylko po takie kino? 😉

Z MIŁOŚCI DO…
Oceń ten post